Społeczność
blog.ekologia.pl   Blogerzy   Yarpen Zirgin   2012
1

2012

Skuszony przez widoczne na reklamach tego filmu efekty specjalne, poszedłem sobie dzisiaj do kina, aby wreszcie zobaczyć ten obraz. 150 minut projekcji minęło mi bardzo szybko, natomiast chęć, aby wybrać się na niego ponownie, upewnia mnie w przekonaniu, że film mi się spodobał. Jak by jednak nie patrzeć, to parę babolów jak zawsze się znajdzie.

Na ten przykład całkowicie nie przemówiło do mnie wyjaśnienie, dlaczego nasza planeta nagle postanowiła się wnerwić i całkowicie pozmieniać układ kontynentów. Co jak co, ale nagłe znarowienie się neutrin i zmiana właściwości (ni z gruszki, ni z pietruszki postanowiły przestać przenikać wszystko bez problemów i zaczęły wchodzić w reakcje z materią) jest naciągana na równo. Zwłaszcza, że podgrzewały materiały wybitnie wybiórczo, czyli podnosiły bardzo szybko temperaturę jądra i płaszcza Ziemi, ale nijak nie robiły tego z atmosferą, litosferą i wszystkim, co było na powierzchni planety.

Inną sprawą, która wołała o pomstę do nieba, to scena na Morzu Chińskim, w czasie której świeżo powstałe tsunami spiętrzyło się na otwartym morzu w wysoką i krótką górę wodną, a potem załamało nad statkiem. Normalnie płakać się chce nad scenarzystą, który to wymyślił, że nie sprawdził przed napisaniem tej sceny, jak tsunami układa się na pełnym morzu. Wbrew temu, co widać na ekranie, fala jest bardzo niska, ale za to niesamowicie długa. Dlatego też statek, który został w filmie bardzo spektakularnie przewrócony do góry dnem (ewidentnie zerżnięte z "Tragedii Posejdona"), po prostu bardzo łagodnie podniósłby się do góry i nic by mu się nie stało. Cóż, jednak wtedy napięcie by nie wzrosło i nie narastał by lęk, czy aby na pewno ludzie zdołają się uratować na wybudowanych specjalnie do tego celu Arkach.

A propos: Nie rozumiem dlaczego w innych recenzjach widziałem jęki na temat "pałętającego się po ekranie Johna Cusaca" (cytat z pamięci). Przecież w końcu jak by nie patrzeć, każdy film katastroficzny musi mieć jakiegoś bohatera, z którym widz będzie mógł się utożsamić i z drżeniem serca oczekiwać, czy zdoła się wydostać z matni czy też zginie. Co prawda, jak to niestety jest nagminne w ostatnich latach, szansa na to, że główny bohater polegnie na polu chwały ratując Ziemię/kraj/grupę ludzi/rodzinę oscylowały w okolicach zera, to jednak zawsze istnieje ta niewielka szansa, że tym razem nie będzie typowego happy endu.

Tak czy siak osoby, które lubią dobre efekty specjalne i ciekawe kino katastroficzne zapraszam na 2012. Idźcie dopóki ten film jest w kinach. Na małym ekranie wybuch wulkanu nie będzie robił takiego wrażenia jak w kinie.

Ten wpis czytano 503 razy.
Byłam, oglądałm zobaczyłam...Rzeczywiście film ma kilka ''usterek''.Niektóre efekty zapierały dech w piersiach(a może to astma).Co do fabuły zbytnio mnie nie użekła..:)
Asia - Piątek, 12 Luty 2010 18:23